Wpisy użytkownika Bleackangel1 z dnia 13 maja 2010

Liczba wpisów: 13

bleackangel1
 
17.08
Wow ale bajer. Pierwszy raz jestem na meczu. Tylko nie wiem dlaczego na koszulkach mieli napisane U.K.S. ale to szczegół. Na dodatek wygraliśmy osiem do pięciu. Jak na pierwszą lige spory wynik.

18.08
Jestem zawiedziony kolega powiedział mi co znaczy skrót U.K.S. ale jest też dobra wiadomość. Obiecał mi że weżmie mnie na prawdziwy mecz. Już nie moge się doczekać. Musze iść kupić race.

20.08
Byłem na meczu. Totalny odjazd. Niestety racy nie zapaliłem bo mi
zabrali przed stadionem, jacyś tam security czy sericuty nie pamiętam ciemno było.

21.08
Ale czad. Spotkałem się z prawdziwymi chuliganami. Po pół godziny
rozmowy kapnołem się że to nie z naszej drużyny. Dobrze że nie spanikowałem, bo mogliby mnie wyczuć. A teraz ide zminić majty bo z takim obciążeniem to długo nie wytrzymam.

22.08
Po nieprzespanej nocy postanowiłem zostać chuliganem. Kupiłem sobie baseballa, chuste i spodnie z krokiem w kostkach. A zaraz ide do fryzjera żeby mnie ogolił na łyso.

24.08
Dziś kolejny mecz. Oczywiście jestem na trybunie prawdziwych hools albo holss, Jakoś tak. Mecz się zaczyna. Pierwsze pół godziny zmagam się z
Krzesełkiem aż w końcu... dałem sobie spokój. Następne pietnaście
minut szukałem telebimu. W końcu kolega obok powiedział mi że na naszym stadionie nie ma telebimu. Druga połowa odjazd dwa do zera dla nas.
Jak tak dalej to zagramy w europejskich pucharach.

25.08
Kolega mi powiedział że nie zagramy w lidze mistrzów, bo jesteśmy w okręgówce. Nie wiem co to jest okręgówka ale trzeba jej skopać kuper.

27.08
Dzisiaj zrobiłem napad na sklep mięsny. W końcu jestem chuliganem
Akurat nie było sprzedawcy więc ukradłem pół kilo salami, łódko z kurczaka i czapeczke z napisem Constar

28.08
Fuck!!! Ale się wycfanili. W tym sklepie mieli kamery. Dzisiaj z rana mnie zgarneli. Siedze w areszcie. Ale nudy. mogłem wziąć ze sobą baseballa. Następnym razem musze pomyśleć o jakimś przebraniu.

30.08
Wypuścili mnie!!! Robie impre. Porozwieszałem ulotki na drzewach żeby ludzie przychodzili. A Zaraz ide do sklepu po ekwipunek. Bede musiał chyba wziąć taczki...

01.09
Chamy, szmaty, dranie. Nikt nie przyszedł. Tyle lepiej że więcej dla mnie. "Chodź Azor, tobie też się należy".

02.09
Wstałem o piętnastej. Pierwsze pół godziny to zapoznanie z teeeerenem. Łep mi penka. Ide spać.

03.09 12:00
Już wszystko wporzo. Oprócz tego że nie mam pieniędzy na bilet na mecz. Postanowiłem że załatwię to inaczej. W końcu jestem chuliganem.

03.09 19:00
Mój plan zawiódł. Jestem w areszcie. Pamiętam tylko jakiś gaz i tych kolesi co wtedy "Seturicy" chyba. Ciekawe kiedy mnie wypuszczą, bo nudy troche. Ale mówili że dadzą mi kolege i dodali że ma wielkie osiągnięcia w mojej dziedzinie pracy. WOoOW.Tylko Kurde Co to jest dziedzina pracy?

04.08
Poznałem go. Po cichu zaszedł mnie od tyłu i klepnoł mnie przyjaźnie w ramię. Przez dwie godziny nie mogłem się ruszyć. Postanowiłem mu oddać. Podbiegłem do niego, zrobiłem zamach i oderzyłem mu w biceps. Tylko coś gruchneło. Złamałem sobie kciuka, a on chyba nie ujął tego za przyjazne. Naszczęście był dość łaskawy. Ze szpitala wyczhodze za tydzień.
 

bleackangel1
 
27.06
Dzisiaj tata kupił mi komputer. Po dokładnym zapoznaniu się z instrukcją zacząłem go poznawać. Kolega pokazał mi jak się włącza gry. Grałem do późna w nocy.

28.06
Strasznie boli mnie głowa, to chyba po tym graniu wczoraj. Kolega przyniósł mi fajny film pt. "Hackers". Po krótkim wahaniu postanowiłem zostać hackerem. Zadzwoniłem do serwisu i powiedziałem, żeby mi podłączyli modem. Potem grałem całą noc w Quake'a.

29.06
Odpaliłem internet!!!!!!!!! Wow! ale tu jest super, jednak nie chce zaprzątać sobie głowy bzdurami, w końcu mam być hackerem. Do wieczora ściągałem gołe dziewczyny, zaczynam kapować jak to jest być hackerem. Potem grałem w Quake'a.

30.06
Cholera! zablokowałem się w 3 planszy Quake'a, co robić? Dzisiaj znów właczyłem internet. Znalazłem stronę hackerską, co za radość!!!! Pozgrywałem mnóstwo plików i tekstów, dziś będzie pracowity dzień. Cholera nie wiem gdzie mi się wszystko zgrało!!!! Nie moge niczego odnaleźć! Daję sobie spokój z szukaniem i gram w Quake'a.

1.07
Przyszedł dziś do mnie kumpel, pokazał mi gdzie się zgrało to z wczoraj, będę dziś musiał to wszystko przeczytać!!!! Znów włączyłem internet, nie wiem czego szukać. Wyłaczam internet i gram w Quake'a, cholerny świat nie mogę przejść tej 3 planszy.

2.07
Zacząłem czytać dzisiaj teksty hackerskie, nic z nich nie rozumiem, musze iść do mojego nauczyciela od informatyki. Ponadto doszedłem do wniosku, że muszę sie odróżniać od pospólstwa. Po ponownym obejrzeniu "Hackers" poszedłem do sklepu i kupiłem bluzę do kolan, łańcuch od krowy, spodnie z krokiem przy kostkach i kolczyk do nosa. Jestem już hackerem.

3.07
Ale kicha, nauczyciel nie wiedział co piszą w tych tekstach, powiedział że to chyba po angielsku, ale ja się nie poddaję, w końcu jestem hackerem. Przeszedłem trzecią plansze w Quake'u!!!!!!!! Ale zaraz się zablokowałem w czwartej. Dzisiaj kumpel przyniósł mi program mIRC i powiedział, że to coś takiego jak party-line, tylko że na komputerze. Do późna instalowałem ten cholerny program, jak już się zainstalował, to wciąż mi pisało "not connected" Cholera wie dlaczego.

4.07
Dzisiaj dowiedziałem się co to lamer. Teraz wiem, że ja to hacker, a reszta to lamerzy. Kumpel znów mnie poratował i uruchomił mIRC'a. Do późna w nocy gadałem na jakimś kanale. Poprzesyłali mi wiele programów, które zaraz będe sprawdzał. Mówili, że to najnowsze programy hackerskie. Ale fajny ten IRC.

5.07
Cholera oszukali mnie, żaden program się nie odpala!!!! Wchodzę na IRC'a i wyzywam ich od lamerów, oni mi na to, że ja sam jestem lamer. No to ja mówię, że jestem hacker, a hacker a lamer to różnica.

6.07
Powiesił mi się Windows, czekam na serwisanta, nie mogę grać ani hackować!

7.07
Serwisant powiedział że muszę zapłacić dość dużo za naprawę, bo sie coś z systemem stało i trzeba pół komputera wymienić. Zapłaciłem i mówiąc mu że jest lamerem pożegnałem go. Znów mam internet, ale nie mam Quake'a, cholera, znów będe musiał od nowa przechodzić. Dziś na IRC'u wszedłem na kanał #hackpl, ale tam kicha, nikt nic nie gada. Postanowiłem zagaić jakąś gadkę i się zapytałem czy ktoś ma kody do Quake'a, niestety coś się stało chyba z mIRC'em i zanim nadeszła odpowiedź od nich napisało mi że jestem "banned" - czyżby znów awaria systemu?

8.07
Dzisiaj pojechałem do babci, powiedziałem jej że jestem hackerem, a ona mi powiedziała że nie wie co to jest. Ale z babci lamer. Po powrocie do domu odpaliłem mIRC'a i wszedłem na #hackpl; nikt się do mnie nie odzywa. Powiedziałem, że ten co sie do mnie nie odezwie - to lamer. Nikt się nie odezwał.

9.07
Dzisiaj odezwał się do mnie jakiś koleś z #hackpl i powiedział abym zmienił nicka, a ja mówię mu że nie mogę, bo mi się pilot od TV zaciał, a w końcu co go obchodzi co ja oglądam? Wychodzę z IRC'a i gram w Quake'a; kurde, już prawie jestem przy końcu.

10.07
Ale ze mnie idiota, dowiedziałem się że nick to ksywa na IRC'u, ale dlaczego mam ją zmienić? Czyżby "God_of_Hackers" to zły nick? Ale dla dobra sprawy zmieniłem teraz jestem "Master_of_hack", wchodzę na mIRCA i gadam z tym kolesiem, który wczoraj mi powiedział abym zmienił nicka. Pyta się mnie o system, no to ja mówię, że mam Windowsa 95.... Niestety komp mi się co chwila wiesza, więc dziś już nic nie napiszę.

11.07
Dzisiaj pohackuje na ostro, mam nowego Windowsa 98, to będzie czad. Wchodzę na #hackpl i wyzywam wszystkich od lamerów aby ich sprowokować, nikt nie zwraca na mnie uwagi. Gadam z tym kolesiem co zawsze, a on się mnie pyta czy mam Linuxa, ja mu mówię że nie mam dostępu do nowych gier i jeszcze w to nie grałem.

12.07
Dziś jest mój dzień, kolega z #hackpl powiedział, że pomoże mi sie włamać gdzieś. Mówi, że to będzie jakiś *.org.pl. Czuję się wreszcie doceniony. Będziemy działać wieczorem. Teraz będę grać w Quake'a aby się odprężyć. ...To znów ja, właśnie się włamuję, kumpel mi mówi co mam robić, jestem już na serverze cokolwiek może to znaczyć. Czuję że to jest właśnie to. Mam już dostęp do ich twardych dysków, teraz im pokażę. Kasuję wszystko co mi wpadnie w ręce, gdy już nic nie ma, wracam na IRC'a. Kumpel się pyta czy logi wykasowałem, ja mu mówię że wykasowałem wszystko i nic nie mają na twardzielu.

13.07
Rano przyszli do mnie jacyś ludzie w czarnych garniturach i powiedzieli, że są z NASK'u, ja im na to, że nie jestem zainteresowany żadnymi promocjami, a oni zabrali mnie na komisariat, gdzie spisały mnie gliny. Powiedzieli mi, że nie mam prawa do dotykania żadnego komputera. Więc siedzę i dyktuję kumplowi co ma pisać, ale się nie poddam - postanowiłem zostać phreakerem.
 

bleackangel1
 
Poniedziałek
Dzień zaczął się wspaniale! Już przy śniadaniu udało mi się okłamać żonę, że nie muszę dziś iść do pracy, bo jest święto naszej Uczelni. A przecież moja Uczelnia obchodziła już święto w poprzednim roku a poza tym ja nie pracuje na żadnej Uczelni. Dostałem za to dodatkową porcję owsianki akonto drugiego śniadania, które zwykle robi mi do pracy. Na drugie śniadanie zjadłem więc pod nieobecność mej połowicy czwarte danie z obiadu, a gdy Monika wróciła, wmówiłem jej, że zrobił to kot. Nawet nie zauważyła, że nigdy nie mieliśmy kota. Na obiad był kot, ale trochę źle przyprawiony. Gospodyni jak zwykle go przypaliła. Szkoda, że nie mam żony, może gotowałaby lepiej. W telewizji jakiś durny program o lotach na Marsa, to już leciało w zeszłym roku chyba, w każdym razie już przed wyjazdem mojej babci na wakacje na Wenus. Okazuje się, że ta dodatkowa porcja dżemu na śniadanie to nie był dżem, tylko konfitury z muchomorów. Gdybym wiedział wcześniej, to bym się pochorował, a tak, to tylko odbijało mi się do kolacji. Na którą kot podał mi telewizor saute, więc niestety nie obejrzę więcej tej relacji z podboju Saturna.

Wtorek
Byłem w pracy. Niestety, znów cały dzień udawałem, że coś robię. W sumie, lubię udawać, ale ile można? Wytrzymałem tylko do 22, kiedy to powiedziałem szefowi, że noga moja więcej nie postanie w jego firmie! Po czym dumnie wyjechałem na swoim wózku za próg. Od czasu tego wypadku, w którym straciłem obie dolne kończyny nie lubię się poruszać inaczej, jak rowerem. Zbiegłem radośnie po schodach, czując się wolny jak ptak, ale okazało się, że zapomniałem kluczy od windy. Musiałem się wrócić aż na trzecie piętro. Całe szczęście, że okno było otwarte, mogłem spokojnie wlecieć od razu do środka, a nie siedzieć jak głupi na parapecie i stukać dziobem w szybę, jak ostatnio. Niestety, sprzątaczka wytarła już ścierką dane z twardego dysku i sporo czasu zajęło mi ich ponowne wpisywanie. Zwłaszcza, że miałem do dyspozycji tylko wygięty gwóźdź i czepek kąpielowy. Czepkiem jeszcze jakoś szło, ale gwóźdź co chwila rysował powierzchnię dysku i musiałem mazać gumką. Myszką; kupił mi ją szef na ostatnie urodziny, sto pięćdziesiąte trzecie chyba, bo skarżyłem się, że mój komputer jako jedyny nie ma myszki! Oczywiście, nie miałem na myśli MOICH sto pięćdziesiątych trzecich urodzin, ja nie jestem aż tak stary! Ale za rok, na dwieście dwudzieste drugie, poproszę o budkę dla ptaków, żeby myszka miała gdzie spać. Jak mnie mąż z domu wyprosi, będę miała się gdzie schronić na noc, bo kto jak kto, ale mój chomik mnie przecież nie wygoni?

Środa
Dziś cały dzień kopałem dół. Zacząłem od płotu, a skończyłem o piątej po południu. Sąsiad początkowo patrzył na mnie z politowaniem, potem nieufnie, ale gdzieś tak koło 11 też zaczął kopać. Na wszelki wypadek. O 13 kopała już cała nasza ulica. Trochę mieliśmy kłopotów na mijankach, bo się nasze doły często krzyżowały. A to dlatego, że mamy sporo kanalizacji pod asfaltem i nikomu się nie chciało tego tałatajstwa z ziemi wyciągać, tylko wszyscy szli na łatwiznę i obchodzili bokiem. Kilka razy musiałem kopać tunel pod dołem sąsiada, bo nie chciało mi się czekać na zmianę świateł. Tuż przed końcem kopania, koło 18, zasypało koleżankę z domku naprzeciwko, szukaliśmy jej z latarkami do południa. A mówią, że przyjaciela trzeba ze świecą szukać! Ze świecą zeszło by nam do rana! Po wykopkach zasłużony odpoczynek na działce, pieliłem kwiatki na grządce z chwastami, dziwne, że one co roku tam rosną, choć je ciągle wyrywam a ostatnio nawet opryskałem wodą przed prasowaniem! Prasowałem na kant, sąsiadka mówi, że wyglądam bardzo sexy w czapce i szaliku z zaprasowanymi kantami, więc noszę czapkę i szalik nawet w lecie, kiedy z nieba leje się żar i coca-cola.

Piątek
Gdzieś zginął mi cały dzień, to przez ten wieczorny seans kinowy z Olą. Film im się urwał i nie chciałem być gorszy; czego to człowiek nie zrobi, żeby zaimponować kobiecie! Po filmie poszliśmy z Anią na tańce, ale to były jakieś nowomodne wygibasy w stylu retro, a my lubimy tylko staroświeckie kawałki w stylu rap i hip-hop. Zostawiłem Anię i poszedłem przekąsić coś z Karoliną do McDonalda. Niestety, był taki tłok, że nie szło się dopchać do kasy! Nie mówiąc o dopchaniu się do jedzenia. Postanowiłem skorzystać z usługi McDrive i podjechałem swoją hulajnogą pod okienko, ale okazało się, że w piątki obsługują tylko TIR-y a moja hulajnoga nie ma homologacji. Kazałem im się wypchać sianem! Siana akurat nie mieli, więc odjeżdżając patrzyłem z niesmakiem, jak próbują to zrobić styropianem. Nie bardzo im szło, bo łamali za duże kawałki. Humor poprawiła mi Joasia, która czekała już na mnie w swoim buduarze. Spędziłem z nią całą noc, bo obiecałem jej ten remont tapicerki w tapczanie a u mnie słowo droższe od inflacji! W środku nocy obudził nas telefon od Magdy, której też coś miałem obić, ale zapomniałem. Całe szczęście że telefon odebrała Małgosia, ona umie człowiekowi taki kit wcisnąć, że proszę siadać! Na siedząco, choć ziewając, wysłuchałem jej wzruszającej historyjki o bezczelnym kranie i nieszczelnym hydrauliku czy jakoś tak, nie pamiętam, byłem śpiący a w dodatku wzruszony. Wracając do domu całą drogę zachodziłem w głowę, czemu nie mam powodzenia u kobiet. Po drodze do głowy podszedł do mnie pomysł i powiedział, że to przez tą przyszłoroczną powódź, ten brak powodzenia. Wzruszyłem się do łez. To znaczy, że mogę wszystkie swoje niepowodzenia zwalić na karb klęsk żywiołowych?

Czwartek
Jednak się znalazł, podobno był w pralni i zapomniałem go odebrać. Śmieszna sprawa z tym czwartkiem, to najdziwniejszy dzień w moim życiu, co tydzień. Ostatnio w czwartki regularnie oddaje się nowej rozrywce. Nazywa się to IRC i jest bardziej czadowe od corocznych gonitw pcheł pociągowych trzylatków na torze w Rolland-Garros! IRC to skrót od Intensywne Rwanie Chętnych a polega z grubsza na tym, że siedząc przed komputerem można równocześnie podrywać wiele kobiet na raz, nie wydając przy tym ani grosza na wystawne kolacje czy bilety do kina! Po prostu wystarczy zwykły bajer i już są twoje! Jestem w tym dobry, tyle, że mam krótka pamięć więc po pierwsze muszę sobie co dzień wymyślać nową historyjkę, kim to niby nie jestem, a po drugie - zdarza mi się podrywać kilka razy tą samą i to naraz. Ostatnio wymyśliłem sobie, że jestem szanowanym i do tego cholernie przystojnym doktorem fizyki. He he, w razie, gdyby któraś chciała coś sprawdzić, obłożyłem się książkami a na dysku mam zeskanowane zdjęcia z PlayGirl, same ładne chłopaki, czasami mam ochotę zmienić orientację... Czasami mi się nudzi, jak mam naraz "na spławiku" nie więcej niż trzy Chętne, więc sobie poczytam te książki, poprzeglądam i czuje, że niedługo faktycznie zrobię jakiś doktorat. Tylko najpierw musiałbym chyba zdać maturę? Nie wiem, nie znam się na tym, skąd mam się znać, skoro mam za sobą tylko sześć klas podstawówki i kurs przysposobienia obronnego do życia w rodzinie. Który mi się nigdy nie przydał, bo jestem sierotą z pochodzenia. Buu, znowu sobie o tym przypomniałem! Resztę dnia spędzę więc wylewając łzy w maminy podołek i czekając na powrót z pracy moich tatusiów, może któryś kupił mi lizaka. Jak mi żaden z braci nie zabierze, to schowam się wieczorem w łazience z siostrą i spalimy go w tosterze. To nasza ulubiona rozrywka od czasu powrotu babci z emigracji wewnętrznej, znaczy: z przedpokoju. Ale mnie poniosło w dygresje. Z tego wszystkiego zapomniałbym napisać, że mam już niezłą kolekcję zdjęć tych znajomych z IRC! Które to zdjęcia można oglądać na corocznych wystawach hodowców królików, organizowanych co tydzień w sali Muzeum Geologii, piętro drugie, dział skamielin. Zapraszam!

Sobota
Strasznie nudny dzień. Zwykle podpalam wtedy jakąś kamienicę naprzeciwko i mierzę czas strażakom, kiedy przyjadą podpisać listę obecności. Bo zgasić jeszcze nigdy nic nie zdążyli. Jak dorosnę to też zostanę strażakiem. Będę codziennie ratował sąsiadkę z naprzeciwka, wynosząc ją bohatersko z płomieni. Ona zwykle krząta się po domu w samej koszuli i skarpetkach, a często tylko w samym rzemyku z kamykiem na ręce, będzie na co popatrzeć, jak ją wyniosę taką rozgrzaną i rozpaloną z pożaru! A na mnie się będzie dymił hełm, jak nie zapomnę go ubrać, i okulary. Których nigdy nie zdejmuję, chyba, że na noc, a i wtedy wkładam specjalne nocne okulary, żeby lepiej widzieć sny i żeby znaleźć rano te dzienne szkła. Mówię wam, mam taki słaby wzrok, że bez okularów nie znalazłbym okularów! To jak dorosnę. A jak zdziecinnieję to zostanę studentem prawa i administracji, będę mógł wytoczyć proces mojemu kotu za to, że był rudy i przez to wpędzał mnie w kompleksy! Do dziś mam uraz na punkcie rudych i piegowatych, niekoniecznie kotów. Że kot nie był piegowaty? Kto go tam wie, może miał kilka piegów pod futrem, musiałbym go ostrzyc, żeby się o tym przekonać, a na to nie pozwoliłoby mi Towarzystwo Opieki Nad Rudymi I Poszkodowanymi Przez Trzęsienia Ziemi (mieli mało członków, więc się połączyli). Nie zadzieram z organizacjami, nawet z tymi, w których mało kto płaci składki. Ja płacę regularnie, bo nie zadzieram... itd.

Niedziela
Uf, pamiętaj, abyś dzień święty święcił, więc postanowiłem kiedyś sobie, że w niedzielę nie skłamię ani razu! Wstałem grzecznie po dziewiątej, umyłem zęby i uszy, zjadłem lekkie śniadanko. Potem do Kościoła, spacer, obiad, dobry film w telewizji. Trochę pograłem w gry komputerowe, trochę poklepałem w Wordzie jakiś nowy tekst... Zamyśliłem się nad losem ludzkości i niedolą jednostek. Przeprowadziłem staruszkę przez ulicę i wrzuciłem datek żebrakowi w Rynku. Uśmiechałem się do dawnych znajomych, kłaniałem nowym; krzywiłem się ironicznie do starych wrogów, rzucałem złośliwe uwagi pod adresem świeżych. Słowem, dzień jak co dzień. I to było największe kłamstwo w moim życiu. Nie myję zębów, nie mam uszu. Na telewizor mnie nie stać, podobnie jak na wrogów. Przyjaciół też nie mam, no bo kto by się chciał przyjaźnić z takim jak ja, kłamcą? Staruszek unikam jak ognia, los ludzkości guzik mnie obchodzi, a wszyscy i tak mają lepiej niż ja. Żebrakowi ukradłem czapkę, do której zbierał pieniądze. Skłamałem, że skłamałem. Mam swój komputer. I piracką kopie Worda. I czasami coś piszę...
 

bleackangel1
 

4d9f0fa3-bf70-4ac3-ae6c-066c7e7587a4_20090408042912_Jimmy-choo.jpg


1580e.jpg


2274229587_a6a4dc001c_o.jpg


Zlote-z-kokarda.jpg


obuwie-slubne-wzor-202-5_61.jpg


2274957746_6bb1d829b6_o.jpg


2275172324_f1e6a612d0_o.jpg


obuwie-slubne-wzor-202-2_65.jpg


obuwie-slubne-wzor-204-2_75.jpg


slubne_2.jpg


40948852.jpg

NIEWIEM JAK WAM ALE MNIE SIE BARDZO PODOBAJĄ TE OSTATNIE :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

bleackangel1
 
  • awatar TRUDNA MIŁOŚĆ: kocham kwiaty a te bukieciki są śliczne,najbardziej podobają mi się z jasnych kwiatków:)
Pokaż wszystkie (1) ›